Początek wyjazdu w Góry Sowie
Nasz wyjazd w Góry Sowie zaczęliśmy od czegoś stosunkowo spokojnego. Na pierwszy dzień wybraliśmy Wielką Sowę, najwyższy szczyt całego pasma.
Nie jest to żadna epicka walka z górą, w której człowiek zastanawia się czy jeszcze wróci do domu. Raczej przyjemna górska wycieczka z finałem na wieży widokowej.
Po kilku dniach jazdy i ogólnego kręcenia się po Dolnym Śląsku chcieliśmy po prostu wyjść na szlak i trochę się przejść. Wielka Sowa wydawała się idealna na taki rozruch.
Jedlina Zdrój czyli nasza baza wypadowa
Na nocleg wybraliśmy Jedlinę Zdrój. Niewielkie uzdrowiskowe miasteczko schowane pomiędzy wzgórzami. Z jednej strony bardzo malownicze, z drugiej miejscami sprawiające wrażenie trochę zapomnianego.
Spacerując po okolicy widać sporo starych poniemieckich budynków. Część jest odnowiona i wygląda naprawdę ładnie, inne wyglądają jakby od dłuższego czasu czekały aż ktoś sobie o nich przypomni.
W tym wszystkim jest jednak pewien klimat. Dolny Śląsk ma skomplikowaną historię i w takich miejscach czuć ją na każdym kroku.
Jedlina Zdrój nie jest wielkim turystycznym kurortem. Raczej spokojne miasteczko, które dobrze sprawdza się jako baza wypadowa. Blisko stąd w Góry Sowie, niedaleko jest Wałbrzych, a kawałek dalej znajduje się choćby Zamek Książ, który odwiedziliśmy jeszcze rok wcześniej.
Mapa trasy na Wielką Sowę
Na szlak ruszyliśmy z Walimskiej, jednego z najpopularniejszych punktów startowych na Wielką Sowę.
Jest parking, jest las i jest szlak, który na początku nie próbuje udowodnić, że turysta musi cierpieć żeby wejść na górę. Podejście jest raczej spokojne, prowadzi szeroką leśną drogą i można iść bez zadyszki.

Pierwsze kilometry mijają dość szybko. Las w Górach Sowich jest gęsty i miejscami trochę mroczny. Ma w sobie coś tajemniczego. I w sumie trudno się dziwić, bo właśnie w tych górach w czasie II wojny światowej powstawały ogromne podziemne kompleksy projektu Riese.
Kiedy idzie się przez taki las, łatwo pomyśleć że gdzieś pod nogami mogą ciągnąć się niedokończone tunele i korytarze. Na szczęście tego dnia naszym jedynym celem była Wielka Sowa.
Mała Sowa po drodze
Po drodze odbiliśmy jeszcze na Małą Sowę. To drugi co do wysokości szczyt w całym paśmie, ale zdecydowanie mniej popularny niż Wielka Sowa.
Nie ma tu wieży widokowej ani specjalnych atrakcji. Jest za to cisza, las i dużo mniej ludzi.
To jeden z tych szczytów, które często się pomija, bo wszyscy idą na Wielką Sowę. A szkoda, bo wystarczy kawałek odbić ze szlaku i nagle robi się dużo spokojniej.

Wielka Sowa i wieża widokowa
W końcu dochodzimy na Wielką Sowę. Na szczycie stoi charakterystyczna kamienna wieża widokowa, która jest chyba najbardziej rozpoznawalnym elementem tego miejsca.
Wieża ma około 25 metrów wysokości i można na nią wejść. Z góry widać sporą część Sudetów. Przy dobrej pogodzie można dostrzec między innymi Karkonosze, Góry Wałbrzyskie i spory kawałek Dolnego Śląska.
Na samym szczycie jest też sporo miejsca żeby odpocząć. Są ławki, stoły i wyznaczone miejsca na ognisko. W spokojniejszy dzień można tu po prostu usiąść, zjeść coś i chwilę posiedzieć.
Dla osób zbierających górskie pamiątki jest też pieczątka do książeczki turystycznej, więc warto mieć ją przy sobie.
Wielka Sowa jest popularna, więc ludzi bywa tu sporo, ale miejsce jest na tyle przestronne, że nie robi się z tego wielki tłok.

Góry Sowie i ich tajemniczy klimat
Góry Sowie mają w sobie coś specyficznego. Może to przez lasy, które są tu naprawdę gęste. Może przez historię, która wydarzyła się w tych górach.
W czasie II wojny światowej Niemcy rozpoczęli tutaj budowę ogromnego systemu podziemnych kompleksów znanych jako projekt Riese. Do dziś nie wiadomo do końca, jaki był ich prawdziwy cel.
Część tych miejsc można dziś zwiedzać. Między innymi Osówkę, Włodarz czy sztolnie w Walimie.
To zupełnie inny sposób poznawania tych gór. Zamiast szlaku jest beton, podziemia i historia, która do dziś budzi sporo pytań.
My mieliśmy w planie odwiedzić kilka z tych miejsc w kolejnych dniach.
Czy warto wejść na Wielką Sowę
Wielka Sowa nie jest górą, która robi wrażenie dramatyczną granią albo trudnym podejściem. Nie ma tu momentu, w którym człowiek czuje że zdobywa coś naprawdę wielkiego.
Ale właśnie w tym tkwi jej urok.
To bardzo przyjemna trasa na kilka godzin chodzenia po lesie. Idealna na spokojny dzień w górach albo pierwszy dzień wyjazdu.
Jeśli ktoś będzie w tej części Dolnego Śląska, warto tu zajrzeć. A jeśli przy okazji dorzuci się jeszcze Małą Sowę, robi się z tego naprawdę fajna wycieczka po jednym z najbardziej tajemniczych pasm Sudetów.

Najpopularniejszy szlak na Wielką Sowę prowadzi z Przełęczy Walimskiej. Trasa jest stosunkowo krótka i niezbyt wymagająca. Większość drogi prowadzi szeroką leśną ścieżką, dzięki czemu wejście na szczyt nie powinno sprawić większych problemów nawet osobom z mniejszym doświadczeniem w górach.
Wejście z Przełęczy Walimskiej zajmuje zwykle około 2 godziny w jedną stronę. Jeśli po drodze zahaczy się jeszcze o Małą Sowę, cała wycieczka może zająć około 3–4 godzin spokojnym tempem
Wielka Sowa to bardzo przyjemna trasa na spokojny dzień w górach. Nie jest to wymagająca wyprawa, ale widoki z wieży oraz klimat Gór Sowich sprawiają, że jest to jedno z ciekawszych miejsc na jednodniową wycieczkę w tej części Sudetów.











